Książka „Dawaj i Bierz” Adama Granta, to tak naprawdę analiza różnych systemów interakcji między ludźmi. Grant opisuje konkretne historie z życia wielu osób i analizuje, jaki wpływ miała na ich losy ich skłonność do dawania lub brania. Przedstawia, kto posuwa się dalej w życiu i biznesie, dawca czy biorca i dlaczego. Jakie sytuacje są powiązane z dawcą, biorcą czy transakcjonistą. Kim lepiej być. Jakie są pułapki każdego z tych podejść. Na podstawie niezliczonej ilości badań, case study, historii autor udowadnia, że jedna z trzech postaw, jest godna naśladowania z wielu powodów, w tym również korzyści biznesowych.
W definicji sukcesu według Granta powodzenie to wypadkowa ciężkiej pracy, zdolności i szczęścia. Jednak jak utrzymuje, potrzebny jest czwarty składnik, na którym opiera się cała książka: sposób, w jaki współdziałamy z innymi.
Trzy postawy względem relacji, to:
Biorcy

Ci, którzy zdecydowanie więcej biorą, niż dają. Na szali korzyści ważniejsze jest to, co oni otrzymają, od tego, co dostaną inni. Ich cele są ważniejsze, w rywalizacji muszą zawsze wygrać. Często stawiają własne interesy ponad potrzeby innych. Napędza ich sukces bez względu na koszty. Lubią być na pierwszych stronach, uważają, że to oni są najważniejsi w swoich organizacjach i nie boją się tym mówić. Często nie zauważają lub wręcz świadomie pomijają, lub pomniejszają zasługi innych, w tym swoich współpracowników. Działają świadomie i systematycznie budując swoją pozycję, gdyż to jest dla nich najważniejsze. Gdy zwyciężają biorcy, najczęściej oznacza to czyjąś porażkę.
Dawcy

Funkcjonują odmiennie, więcej dają, niż biorą. Przechylają szalę na korzyść współpracy i wsparcia, nie odmawiają pomocy nawet kosztem własnych korzyści. Potrafią się skupić na innych, dostrzegają, czego potrzebują od nich ludzie wokół i potrafią im to dać, lub przynajmniej próbują. Bezinteresownie dzielą się swoim czasem, doświadczeniem, energią, pomysłami czy własnymi kontaktami. Dawcy z natury są hojni. Czerpią prawdziwą satysfakcję z sukcesów innych, nawet jeśli dzieje się to ich własnym kosztem. Potrafią dostrzec potencjał u innych i go rozwinąć.
Transakcjoniści

Starają się zachować równowagę, między dawaniem a braniem w relacjach z innymi kierują się zasadą „coś za coś”. Ich motywacją jest ich własny interes, potrafią poświecić dużo dla innych, jeżeli otrzymają równie dużo do osiągnięcia własnych celów. Główna zasada to zasada wzajemności. Kiedy pomagają innym, zabezpieczają się, żądając wzajemności. Transakcjoniści koncentrują się na uzyskaniu korzyści niemal z każdej wymiany. Nie chcą, by ktokolwiek ich wykorzystywał, ale jednocześnie potrafią okazywać innym hojność.
Po przeczytaniu tej książki mam wrażenie, że głównym celem autora jest przekonanie czytelników, że dawanie jest najpotężniejszą siłą. Że to właśnie ten sposób relacji jest najlepszy.
W pierwszej części omawia mechanizmy leżące u podstaw sukcesów dawców, pokazuje ich podejście do relacji.
W drugiej pokazuje jakie koszty ponoszą dawcy oraz sposoby jak można im zapobiegać.
Chyba każdy w pierwszym odruchu pomyśli, że to biorcy osiągają większe sukcesy, w końcu potrafią wykorzystać każdą okazję do osiągnięcia sukcesu, nie „marnują czasu” na innych, prą do przodu. To bardzo pozytywna informacja, że dawcy mogą osiągać sukces i to nawet większy sukces niż biorcy, potrzeba na to jednak więcej czasu.
„Prawdziwą miarą człowieka jest to, jak traktuje kogoś, kto nie może mu absolutnie nic zaoferować”
Miałem okazję obserwować menedżera, który był hiperbiorcą, był zatrudniany na krótkoterminowe realizacje i za każdym razem dowoził. Wydawałoby się idealny menedżer. Prawda była taka, że za każdym razem było to okupione olbrzymimi kosztami. Spalona ziemia to najlepsze określenie tego, co zostawiał po sobie. Ilość sukcesów była równa ilości wrogów, jakie sobie zrobił. Z czasem jego pozycja w branży malała, gdyż nie było zbyt wielu chętnych do zatrudnienia go. Więc zależy to od celu, jeżeli koszty się nie liczą, liczy się cel, to taki menedżer zrobi swoje.
„Zwycięstwo odnosi się z mniejszym trudem, gdy wszyscy życzą Ci wygranej. Sukces przyjdzie Ci łatwiej, jeśli nie narobisz sobie wrogów„
W perspektywie długofalowej dawca może osiągać lepsze wyniki, współpracując, budując innych, wytwarza coraz więcej pozytywnej energii, dobrej woli. Po zdobyciu zaufania otoczenia, budując relacje, osiąga bardzo dobre wyniki, dzięki zebraniu wszystkich wokół wspólnego celu.
Jest to bardzo pożyteczna nauka o budowaniu networkingu. W networkingu nie można dążyć do korzyści, one są wynikiem włożonego wkładu w działania.
„Jeśli tworzysz sieć kontaktów w jednym celu, by wyłącznie coś dostać, nie wyjdzie ci to na dobre”
Z przedstawianych badań przez Granta, wynika, że ta prawidłowość utrzymuje się w różnych branżach.
Książka nie jest jednak pozbawiona pewnych problemów.
Jest to dla mnie jedna z tych książek, które, mogłyby być o połowę cieńsze, bez utraty merytoryki. Coś, co jest siłą tej książki, czyli historie, fakty, przywoływane badania, jest również jej najsłabszą stroną. Według mnie, tych przykładów jest za dużo i w ich gąszczu czasami umyka główne przesłanie. Im więcej argumentów, tym bardziej odbiorca może koncentrować się na wyszukiwaniu niespójności. Również, dla mnie, nie wszystkie badania brzmiały równie wiarygodnie. Mam wrażenie, że mniejsza liczba, ale dobrze dobrana spełniłaby te same założenia, a książka byłaby łatwiejsza w odbiorze.
Przedstawiona w niej perspektywa silnie do mnie przemawia i jest zgodna z zasadami, którymi od dłuższego czasu staram się kierować. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że w pierwszych latach mojej kariery menedżerskiej byłem zdecydowanie biorcą, z czasem przechodząc przez transakcjonizm, by starać się działać jako dawca.
Co zabiorę ze sobą, po przeczytaniu tej książki?
- Uśpione więzi. Moc kontaktów, z którymi nie utrzymuje się relacji od jakiegoś czasu. Pozornie nie mogą nam pomoc w sprawach bieżących, bo nie znają bieżącej sytuacji, ale to właśnie spojrzenie z boku z pewnej perspektywy może się okazać bardzo świeże. Wnoszące wiele do naszych spraw.
- Efekt luki empatycznej. Niezwykle pożyteczna umiejętność przyjmowania punktu widzenia drugiej osoby, w przeciwieństwie do tkwienia we własnych przekonaniach. Myśląc o tym, jak odwdzięczyć się za dobrą pracę swoim menedżerom, już nigdy nie pomyślę, z czego ja bym się cieszył, tylko z czego oni mogą się cieszyć.
- Dawanie może prowadzić do wypalenia, jeśli podchodzi się do niego niewłaściwie. Niezwykle istotne jest, by widzieć wpływ, jaki wywierasz jako dawca, to jest czynnik istotniejszy niż cokolwiek innego. Sprawczość pozwala przełamać zmęczenie, napędza do stałego działania. Widzisz, że to, co robisz, ma sens.
Silną stroną książki jest jej druga część, czyli strategie jak postępować, by być skutecznym dawcą, który nie tylko wspiera, ale również osiąga własne cele. Sposoby na zapobieganie zagrożeniom związanym z tym systemem wzajemności.
W 100% warto przeczytać tę książkę. Według mnie książka Adama Granta jest dla wszystkich menedżerów, dla wszystkich, którzy na stałe mają wpisaną pracę z innymi, prace w zespołach. Nie jest to dla mnie książka przełomowa, ale utwierdziła mnie w tym, co robię, w mojej własnej przemianie. To książka nie tylko praktyczna, ale również ogromnie pouczająca.
Na koniec podziękowania dla wydawnictwa MT Biznes oraz Ania Lach za zaufanie. Książkę otrzymałem w ramach inicjatywy ogłoszonej przez Paweł Jaczewski książka za recenzję.
Zapraszam do sieci kontaktów na Linkedin oraz do moich pozostałych tekstów na blogu.
